TEN BLOG JAK NARAZIE JEST ZAWIESZONY
czy będe pisać dalej ? - zobaczę.
dziękuje wszystkim tym co komentowali :)
- Jess
Wyświetlenia :
czwartek, 19 lipca 2012
czwartek, 31 maja 2012
Rozdział 3 ~ "Gdybyś tylko wiedział na pewno Twoje życie wyglądało by inaczej." ~
Po dotarciu na miejsce weszliśmy na sale jako ostatni. Trochę dziwnie się czułem jak wszyscy wbijali w nas wzrok, a ludzi było mnóstwo. Większości nie znałem , widocznie mamy naprawdę wielką rodzinę i do tego wielu znajomych.Na szczęście niczym nie musieliśmy się przejmować ,ponieważ wszystkim zajęli się kelnerzy. Usiedliśmy na swoich miejscach przy stoliku z numerem 6. Było tam strasznie głośno z powodu tego ,że stolik znajdował się obok sceny z nagłośnieniem , na której zespół sprawdzał brzmienie. Rozglądałem się dookoła , większość twarzy była mi znajoma za to reszty wgl. nie kojarzyłem.Wkrótce zaczęło się huczne " Sto lat ". Wszyscy wstaliśmy i z szampanem w ręku śpiewaliśmy najdłużej jak się dało. Strasznie śmiać mi się chciało , bo gdy patrzyłem na Mick'a ,który wysilał się ze swoim głosem , jak emeryt z zatwardzeniem to po prostu myślałem ,że wybuchnę jak szambo cioci Mitchell. Po zaśpiewaniu wypiliśmy zawartość kieliszka i zaczęło się składanie życzeń , nie do końca lubię te czynność ,ponieważ trzeba się całować. W tej chwili najbardziej wspłóczułem dziadkowi. Pamiętam jak na mojej szesnastce , ciotki tak mnie obcałowały ,że przez 2 tygodnie nie potrafiłem zmyć szminki z twarzy .. brr . Kiedy nadeszła pora na mnie nachyliłem się nad nim i uśmiechnąłem się miło. Wtedy dziadek szepnął mi na ucho :
- Liam , nie wiem czy wiesz ale jesteś moim ulubieńcem. Kiedy byłeś mały zawsze chodziliśmy do mojej stajni z koniami i do teatru. Teraz wyrosłeś na prawdziwego mężczyznę , zrobiłeś się przystojniejszy i muszę Ci przyznać ,że masz to po dziadku. - zaśmialiśmy się razem , cały dziadek. Nigdy nie traci poczucia humoru - Obiecaj mi ,że za pare lat : znajdziesz sobie wspaniałą dziewczynę i się z nią ożenisz, będziesz miał gromadkę pięknych dzieci,zaopiekujesz się moimi koniami oraz będziesz śpiewał.Chłopcze , nigdy z tego nie rezygnuj, to Twój największy talent i masz go rozwijać. Wstąp do teatru lub zrób kariere , ale śpiewaj .. śpiewaj do woli.- Po tych słowach puścił mi oczko i poklepał po ramieniu , ja tylko uśmiechnąłem się szeroko i przytuliłem pradziadka. - Obiecuje - powiedziałem i nawet nie zdążyłem złożyć mu życzeń bo ktoś się wepchnął. Chciałem coś powiedzieć , ale zrezygnowałem i ruszyłem z powrotem na miejsce. O prezent na szczęście nie musiałem się martwić, rodzice kupili.
Siędząc tak , rozmyślałem nad tym co powiedział mi pradziadek. W sumie to miał racje , zawsze od małego dziecka kochałem śpiewać.Nawet mam nagranie kiedy jako 3-latek wszedłem na stół, z zabawkowym mikrofonem w ręce i zacząłem śpiewać ulubioną kołysankę ,którą mama nuciła mi zawszę do snu. Marzę o tym i spróbuje spełnić prośbę dziadka, lecz nie wiem czy mi się uda. Życie to życie , nie wiemy czego można się spodziewać lub co nas czeka. Mój los może potoczyć się całkiem inaczej. A tak wgl. to w dzisiejszych czasach trzeba patrzeć już na zarobki , i brać pracę taką jaka wpadnie w ręce, a naprawdę trudno ją znaleźć. Nie mogę bawić się w śpiewanie tylko jakoś się utrzymać. W każdym razie mam jeszcze trochę czasu ... z sekundę na sekundę coraz mniej.
Z rozmyśleń wyrwał mnie Mick , który zachowywał się bardzo dziwnie. Było widać ,że chyba przed kimś się ukrywa.
- Ratuj ! - wykrzyknął i wszedł pod stół. Czasami mam wrażenie jak bym żył w śród samych wariatów. Nic nie odpowiedziałem tylko spojrzałem na niego ironicznie i kiwnąłem ręką.
- To nie są żarty .- powiedział już troche spokojniej i spojrzał na mnie ze wzrokiem po tytułem "to jest bardzo poważna sprawa". Zaśmiałem się na to ,ale gdy zobaczyłem mamę i dalekie ciotki idące w naszą stronę ,zrozumiałem kolesia siedzącego pod stołem.
- Jak Cię dorwą to już nie masz szans. Dzisiaj ich szminki są bardzo krwisto czerwone - powiedział przerażony Mick.
- O nie .. - jedynie to udało mi się wykrztusić. Powoli wstałem z krzesła i czym prędzej zacząłem biegnąć w stronę drzwi .. lecz kiedy byłem w połowie drogi ktoś pociągnął mnie za rękaw. Odwróciłem się. Przed moimi oczami ukazała się kobieta z miną , no nie do końca zadowoloną.
- Liam'ie James'ie Payne , co to ma znaczyć ? Uciekasz przed własną matką ? - parsknęła.
- No coś Ty mamo , pff... - obejrzałem się dookoła - A gdzie ciotki ? - spytałem patrząc na nią niepewnie. Na to pokazała mi palcem w stronę stołu ,pod którym siedział mój kuzynek. Myślałem ,że pęknę. Ciotki go dorwały a on był przez nie otoczony. Zacząłem się śmiać na cały głos.
- Co Cię tak śmieszy ? - spojrzała na mnie ze zdziwieniem. Ucichłem i machnąłem ręką , co oznaczało "nie ważne".Mama jak w naturze ,pokiwała głową i zaraz po tym pociągnęła mnie za ręke. Próbowałem jej się wyrwać lecz nie udało mi się. Spytałem przerażony :
- Gdzie mnie prowadzisz ?
- Musze zapoznać Cię z moimi znajomymi z teatru - słysząc to westchnąłem i przewróciłem oczami. Nie chciało mi się już nic wymyślać ,znudzony poszedłem za nią. Nawet nie zorientowałem się jak rozmawiała z grupką nie znanych mi osób. Po chwili zaczęła wypowiadać moje imię. Ocknąłem się i spojrzałem w jej stronę. Mama przedstawiała mnie jakimś kobietom. Uśmiechnąłem się tylko i podałem im ręke.
- Ale z Ciebie mężczyzna Liamie - odezwała się jedna. Nic na to nie odpowiedziałem lecz ponownie się uśmiechnąłem.
- O tak , rośnie i rośnie. A jeszcze nie dawno był taki mały. Pamiętam jak zawsze przed spaniem przylatywał do mnie i przytulał. Bez tego nie potrafił zasnąć , a kiedy śniły mu się koszmary .. - moja mama powoli zaczynała się rozkręcać ,to był znak ,że natychmiast trzeba jej przerwać.
- Mamo czy mógłbym już iść do chłopaków ? - spytałem z nutką nadziei w głosie.
- O nie , jeszcze nie przedstawiłam Cię dyrektorowi teatru ,mówiąc krócej Marshallowi. Naszemu dobremu znajomemu ,który przybył tu dzisiaj z rodziną. O zobacz , tata już nim rozmawia. Chodź , podejdziemy do nich. - zostałem pociągnięty. Znowu moja wyprasowana marynarka stała się wygnieciona przez mą rodzicielkę , która szarpała nią jak szmatą - przesadzam , ale na dziś mam dość przywitań i tego typu spraw. Chodź może z jednej strony fajnie by było zrobić dobre wrażenie na dyrektorze , w końcu nie ukrywam ,że mam teatr w planach w przyszłości.
Po dotarciu stanęliśmy przed mężczyzną w mniej więcej wieku mojego ojca. Był ubrany w czarną ,elegancką ,firmową marynarkę. Od razu można było poznać ,że jest on człowiekiem większej fuchy. Obok niego stała czarno-włosa kobieta.Jej uroda była bardzo ciemna i egzotyczna. Domyśliłem się ,że to pewnie jego małżonka.Rozmawiał z moim tatą ,który chyba nas nie zauważył. Ich dialog przerwała mama i oznajmiła ,że chciałaby by zapoznać go ze mną i Kristin ,której nie było. Rodzicielka również to zauważyła i czym prędzej kazała mi ją przyprowadzić. Przejechałem oczami i poszedłem jej szukać. Zadanie to nie było łatwe z powodu tego ,że w pomieszczeniu znajdowało się mnóstwo ludzi. Wyszedłem na dwór i to co zobaczyłem o mało nie wyprowadziło mnie z równowagi. Moja siostra jak by nigdy nic całowała się z tym całym Erickiem ,który już wcześniej wydawał mi się strasznie podejrzany. Nie patrząc na nic podszedłem do nich i momentalnie oderwałem go od Kristin. Dziewczyna widząc to zaczęła na mnie krzyczeć jak bym zrobił jej coś złego. Nie reagowałem na to tylko szarpnąłem chłopaka za szmaty i powiedziałem :
- Jak jeszcze raz spróbujesz się do niej zbliżyć to gorzko tego pożałujesz. A teraz zejdź mi z oczu - i popchnąłem go z taką siłą ,że o mało się nie wywalił. Odwróciłem się i kiedy myślałem ,że już odszedł ,rzucił się na mnie i z całej pięści przywalił mi w twarz. Momentalnie poczułem jak krew spływa z mojego nosa. Nie dałem za wygraną i kiedy kolejny raz miałem się odegrać podbiegła do mnie nieznajoma dziewczyna i powiedziała żebym odpuścił. Rozejrzałem się dookoła i zorientowałem ,że Ericka i Kristin nie ma. Miałem ochotę pobiegnąć i ich znaleźć oraz kolejny raz w trzepać gnojkowi ale się powstrzymałem z powodu ran jakich doznałem i zawrotów głowy.Spojrzałem przed siebie i dostrzegłem drobną sylwetkę dziewczyny. Zbyt dobrze nie widziałem jej rysów twarzy ,ponieważ na dworze panował mrok. Mówiła coś do mnie lecz nie do końca rozumiałem a to za sprawą muzyki ,która dobiegała z sali. Złapała mnie za ręke i pociągnęła w stronę łazienki. Kiedy byliśmy na miejscu mogłem zobaczyć jej dokładny wygląd, okazało się ,że to ta sama dziewczyna ,na którą wpadłem w Tesco. Przez chwilę przyglądałem jej się bardzo uważnie. Miała na sobie dopasowaną ,turkusową sukienkę ,która świetnie podkreślała jej karnację i smukłą sylwetkę. Jej kasztanowe włosy nie były już falowane lecz proste, a rzęsy lekko muśnięte czarnym tuszem. Wyglądała naprawdę zniewalająco. Po chwili ocknąłem się i spojrzałem na jej niezrozumiały wyraz twarzy.
- Nic Ci nie jest ? - usłyszałem jej delikatny szept.
- Poza krwawiącym nosem i bólem głowy jest ok. - powiedziałem dość obojętnie.
- Co Ci przyszło do głowy żeby bić się z jakimś kolesiem ? - spytała z nutką oburzenia w głosie. Nic nie odpowiedziałem tylko troche zadziornie spytałem :
- Czy my się przypadkiem gdzieś nie spotkali ? - dziewczyna nic nie odpowiedziała tylko lekko uśmiechnęła pod nosem. Z torebki wyciągnęła apteczkę i kazała mi usiąść na umywalce. Zrobiłem to a ona zaczęła mnie opatrywać.
- Liam jestem , a Ty ? - spojrzałem na nią z ciekawością.
- Elenaor - odpowiedziała bez żadnych emocji.
- Fajne imię - wydusiłem niewyraźnie.
- Ta - powiedziała cicho pod nosem. Chwile po tym między nami trwała niezręczna cisza. Nie czułem się zbyt dobrze i do tego wyglądałem jakbym wyszedł z ringu. Moja biała koszula miała czerwone plamy od krwi a marynarka częściową podarta. Bałem się wyjść tak na sale , a najbardziej przerażało mnie to co powie mama - mam 19 lat ale to nie znaczy ,że nie przeraża mnie własna matka. W pewnej chwili wydusiłem z siebie pytanie ,które męczyło mnie od samego wejścia do tej łazienki :
- Dlaczego mi pomagasz ? W sensie .. wcale nie musiałaś mnie opatrywać. - spojrzałem na nią z wielkim znakiem zapytania na twarzy. Ona tylko się uśmiechnęła , spojrzała głęboko w oczy po czym rzekła :
- Gdybyś tylko wiedział na pewno Twoje życie wyglądało by inaczej. - kiedy odeszła nadal układałem sobie jej słowa po kolei w głowie. Nie mogłem uwierzyć w to co właśnie usłyszałem. Chciałem dowiedzieć się o co tak naprawdę chodziło ,ale kiedy wybiegłem z łazienki po Elenaor nie było ani śladu. Usiadłem na jednym z krzeseł i rozmyślałem. To jedno dziwne zdanie chodziło po mojej głowie, nie dawało mi spokoju. Poczułem jak w mojej kieszeni wibruje telefon , sprawdziłem kto może się dobijać - Mama. O nie ,tylko nie to. Jak zobaczy mnie w takim stanie chyba zemdleje, a tego byśmy nie chcieli. Odebrałem nie pewnie , tak jak się spodziewałem .. z mojej komórki wydobywały się krzyki oburzenia rodzicielki.Próbowałem się tłumaczyć .. ale coś nie wychodziło, w końcu poddałem się i powiedziałem prawdę ,że Kristin zwiała z jakimś chłopakiem a przed tym wydarzeniem doszło do bójki. Z głosu mamy można było rozpoznać ,że jest zdenerwowana. Po chwili ustaliłem ,że spotkamy się na dworze przy drzwiach wejściowych bo na sali jest zbyt głośno. Rozłączyłem się i wybiegłem z restauracji , na zewnątrz stała już mama. Zaczęła krzyczeć na mnie ,że jestem nie odpowiedzialny i nie rozsądny. Próbowałem się bronić i jak to mam w zwyczaju pyskowałem. Naszą kłótnię przerwał tata :
- Możecie się uspokoić ,dlaczego nie jesteście na sali i gdzie podziewa się Kristin ? Kiedy chcę się do niej do dzownić ,nie obiera. - to ostatnie zdanie bardzo mnie zaniepokoiło , w głowie miałem tylko najgorsze ..
Minęło parę minut kiedy sytuacja troche się opanowała i uspokoiła. Postanowiliśmy nie panikować lecz poczekać na jakie kolwiek znaki od Kristin. Moje przeczucia w każdym razie ,nie były najlepsze. Bałem się i to cholernie ,że coś może jej się stać. Częściowo czułem się winny , bo właściwie to trochę moja wina. Nie po winieniem dać im odejść .. mogłem od razu biec ich szukać ... cholera , to powoli zaczyna robić się chore.
________________________________
No to w końcu po baaaaaaaaaaaardzo długim czasie ( za co bardzo was przepraszam ) jest 3. Strasznie długo się nad nim męczyłam. Prawie codziennie próbowałam coś napisać ale naprawdę weny mi brakowało, jeszcze na dodatek mnóstwo nauki itp. Naprawdę jeszcze raz przepraszam i obiecuje ,że 4 postaram się dodać szybciej. Dziękuje za mnóstwo wejść. Mam nadzieję ,że się spodoba. Prosze o komentarze ,które są dla mnie baardzo ważne :) To na tyle - Jess :D
wtorek, 8 maja 2012
Rozdział 2 ~ Pechowy dzień ~
Spałem sobie bardzo smacznie ,kiedy nagle dźwięk budzika obudził mnie .. z czego do końca nie byłem zadowolony. Waliłem w go parę razy aż się uspokoił.Podniosłem głowę z poduszki i walnąłem w nią o belkę ,która znajdowała się tuż nad moim łóżkiem, zapomniałem .. bolało.Pomasowałem poszkodowane miejsce głowy i spojrzałem na godzinę. Okazało się ,że wspaniały budzik wywlókł mnie z łóżka dwie godziny wcześniej niż planowałem. Mianowicie o 06:10. Jęknąłem cicho z niezadowolenia po czym położyłem się z powrotem z nadzieją ponownego zaśnięcia. No cóż .. moje przypuszczenia się sprawdziły, nie ma szans na to ,że kimnę. Nagle moje myśli zakłócił brzuch, który domagał się jedzenia. Fakt ,chętnie bym coś zjadł ... tylko ,że nie chcę mi się wstawać - chyba napisze o tym piosenkę.Nic , leżałem dalej. Myślałem sobie co by to było gdyby po świecie chodziły gadające ciastka, kurde wtedy nigdy nie był bym głodny. Brzuch nie dawał za wygraną .. niestety ale przegrałem, wstałem i podążyłem w stronę kuchni , bardzo leniwie. Wszyscy jeszcze smacznie spali ,dlatego w domu trwała nieustanna cisza .. dopóki nie wpadłem na pudło ,które znajdowało się na środku korytarza. Coś w nim trzasnęło . Wstałem i ogarnąłem się , trochę mnie zaniepokoił ten trzask . Szturchnąłem nim lekko. Nie było dobrze , możliwe ,że jego zawartość doznała obrażeń. Jak by nigdy nic , powoli nogą odsunąłem je za kanapę gdzie nikt go nie zauważy , mam nadzieję. Wahając się , odszedłem kilka kroków dalej oglądając się za sobą z obawą kolejnego wypadku. Machnąłem grzywą i poszedłem do mojego głównego celu , czyli kuchni. Z szafki wyjąłem paczkę zawartą w płatkach zbożowych. Wsypałem je do miski i zalałem dzień przeterminowanym mlekiem, przecież nic mi nie będzie. Jadłem sobie w spokoju , gdy nagle weszła mama z dość nieciekawą miną. Spojrzała na mnie ze zdziwieniem.
- Co Ty tu tak wcześniej robisz ?
- Jem - odpowiedziałem bez namysłu i dalej spożywałem przygotowany przeze mnie posiłek. Mama tylko pokiwała głową i zaczęła parzyć kawę.
- Czy może wiesz z kąt domagał się ten hałas ? - zapytała .O kurde , to musiało być naprawdę głośne. Podrapałem się po głowię i palnąłem :
- O czym Ty mówisz ? Jaki hałas ? - Podszedłem do zlewozmywaku i włożyłem brudne naczynia .Zaraz po tym dodałem :
- Lepiej idź sobie zbadać słuch - Poklepałem ją po ramieniu. Ona tylko lekko się skrzywiła i zaczęła masować swoje ucho. Poszedłem na górę i wypuściłem powietrze z ust. Uf , o mały włos. Wszedłem do pokoju i podniosłem zasłony z okien. Promienie słońca rozświetliły pomieszczenie. Ociągnąłem się ostatni raz i wyciągnąłem z szafy szare spodnie dresowe oraz biały T-shirt. Ubrałem się i chwyciłem za telefon gdzie znajdował się sms od przyjaciela Kyle'a [czyt. Kajla], który brzmiał : " Nie mam transportu a Ty nowe autko , więc czy mógł byś mnie podwieźć do centrum handlowego , dziś jest premiera mojej ukochanej gry. Wiesz ,że musze ją mieć .. liczę na ciebie :D ". Tak ,tak. Jak ja coś potrzebuje to nie ma , ale jak on coś chce to Liam jest najlepszy. Wiadomo , no ale co się nie robi dla przyjaciół.Odpisałem znane wszystkim " spoko ". Założyłem bluzę i zabrałem kluczyki leżące na komodzie. Zszedłem na dół i zacząłem poszukiwania moich czerwonych trampków. Jeden leżał pod schodami a po drugim śladu nie było. Nachyliłem się pod kanapą by sprawdzić czy tam go nie ma , nagle poczułem jak ktoś szturchnął mnie w ramię. Chcąc zobaczyć kto to , podniosłem głowę i kolejny raz przywaliłem nią o dół kanapy. Syknąłem z bólu. Wstałem , lecz bardziej ostrożnie i spojrzałem na mamę stojącą przede mną. W prawej ręce trzymała mojego lewego trampka. Uśmiechnąłem się krzywo i masując obolały punkt odebrałem buta. Mama pokręciła głową , jak to ma w zwyczaju i powiedziała :
- Właśnie przed chwilą dzwonili do mnie z cukierni z wiadomością ,że tort na przyjęcie gotowy jest do odbioru. Synku powierzam Ci to zadanie , proszę przywieź go bezpiecznie na salę około godziny 08:40. Tylko pamiętaj, nie spóźni się. - pogroziła palcem i podniosła do góry brwi. Ja tylko przytaknąłem głową i założyłem buta na nogę. Wyszedłem na dwór i wsiadłem do auta. Spojrzałem na zegarek, była dokładnie 07:12. Musze zmieścić się w czasie i dowieść tort bo inaczej zgon. Ruszyłem , pierwsze co zrobiłem to podjechałem pod dom mojego przyjaciela. Zatrąbiłem pare razy a z budynku jak z petardy wyleciał Kyle. Wsiadł pędem do samochodu i powiedział dość nie wyraźnie " cześć " , nic nie odpowiedziałem tylko ruszyłem w stronę cukierni. Wtedy mój towarzysz odezwał się :
- Przecież do centrum handlowego jedzie się w drugą stronę .- spojrzałem na niego i przejechałem oczami .
- Wiem , ale muszę odebrać z cukierni tort na urodziny pradziadka i czym prędzej zawieźć go do restauracji gdzie się odbędą. Jadę tam jak najszybciej ponieważ nie chce nic spieprzyć ,chociaż raz. - ostatni wers mruknąłem pod nosem.
- Haha , powiedzmy ,że Ci się uda - Kyle odpowiedział z sarkazmem. Ja spojrzałem na niego piorunującym wzrokiem.
- Pamiętaj kto Cię teraz podwozi do centrum handlowego, byś kupił sobie jakąś durną grę .- odpowiedziałem również z sarkazmem.
- Durną , fajnie. Jestem ciekawy dlaczego tydzień temu grałeś w pierwszą część i jakoś bardzo się zachwyciłeś ,że nawet odciągnąć Cię od niej nie mogłem. - powiedział. Zrobiło mi się głupio ponieważ to była prawda , zajarała mnie.
- Jak nie chcesz wysiąść to lepiej się nie odzywaj. - jedyne co udało mi się wymyślić. Przyjaciel otwierał już buzię lecz zrezygnował i oparł głowę o szybę. W samochodzie trwała dość długa cisza ,dopóki Kyle'emu nie przyszedł sms. Wybuchliśmy nie opanowanym śmiechem , ponieważ jako dzwonek miał ustawione pierdzenie. Chwile po tym byliśmy cali czerwoni. Towarzysz wyciągnął ręke w moim kierunku co znaczyło ,że chce przybić żółwika. Przybiłem i zaśmiałem się pod nosem.
- Zgadnij kto napisał ? - spytał mnie. Patrząc nadal przed siebie ,odpowiedziałem :
- Nie mam pojęcia , kto ? - wzdrygnąłem ramionami.
- Erick , nadal prosi o numer telefonu twojej siostry ,dać mu ? - spojrzał na mnie z obojętną miną. Gdy usłyszałem to , w środku mnie zaczęło się gotować.Odpowiedziałem stanowczo :
- Nie , niech ten dupek odwali się od Kristin i poszuka dziewczyny w mniej więcej swoim wieku.
- Nie spinaj się tak , przecież nic by jej nie zrobił. Znając ją chętnie by się z nim umówiła.
- Nie. - przez to słowo , dałem mojemu koledze do zrozumienie ,że nie przekona mnie aby młoda umówiła się z Erickiem. On tylko pokręcił głową i zaczął wystukiwać coś w komórce. Po dojechaniu do cukierni Kyle pomógł mi wnieść tort do bagażnika.Był wielki , a wyglądał bardzo smakowicie. Moją misją było aby bezpiecznie dotarł na miejsce. Zapłaciłem i ponownie wsiedliśmy do samochodu. Kiedy tak jechaliśmy włączyłem radio. Akurat leciało The Wanted - Glad You Came. Słysząc to razem z przyjacielem zaczęliśmy wymachiwać rękami . Troche nas poniosło i wywijaliśmy ciałem jak tylko się dało oraz śpiewaliśmy .. no może nie do końca był to śpiew .. na całe auto. W pewnej chwili stanęliśmy na czerwonych światłach. Nie jest to nic ciekawego. Staliśmy tak bardzo długo ,aż zacząłem się niepokoić. Miałem zawieźć Kyle'a do centrum oraz dotrzeć z tortem do restauracji , do tego szybko wrócić do domu i uszykować się na przyjęcie. Zerknąłem na zegarek - widniała 08:05 ,czasu coraz mniej a my stoimy w korku. Na drodze zrobił się wielki hałas ponieważ wszyscy kierowcy zaczęli trąbić , ja również się do nich przyłączyłem. Nagle zaczęli wychodzić z samochodów. Podążając ich śladami, wysiadłem. Przyjechała policja i z megafonów wybrzmiało coś w stylu ,że pewien kierowca miał wypadek i drogi chwilowo są zamknięte aby straż mogła uporządkować straty. No to koniec. W życiu nie uda mi się dostarczyć tortu. Kyle oznajmił mi ,że sam dotrze do centrum handlowego, ponieważ jest nie daleko a mi załatwi jakiś transport. Ta jasne , bo już mu się uda. Załamany usiadłem na miejscu kierowcy i oparłem głowę o siedzenie. Spojrzałem na komórkę , która wskazywała godzinę 08:15. Do restauracji zostało mi jeszcze troche drogi, nie wierze ,że zdążę. Minęło 5 minut i okazało się ,że drogi ponownie zostały otwarte. Ucieszyłem się niesamowicie. Zapaliłem gaz i powoli ruszyłem , bo na drodze znajdował się wielki chaos. Zostało mi pare minut ,muszę zdążyć. Zaraz później znalazłem się już na głównej drodze ,która prowadziła do celu. Jechałem bardzo szybko, choć pamiętałem o wczorajszej sytuacji. W pewnym momencie coś zaczęło piszcześć. Sprawdziłem dokładnie co to może być , wyszło na to ,że kończy mi się paliwo. O tak Payne , teraz masz nauczkę ,że kiedy tata Cię prosi abyś zatankował trzeba go słuchać a nie " później ". Nie było szans na to abym zdołał dojechać na miejsce z taką ilością paliwa. Załamany zjechałem na pobocze. OMG , dlaczego ja mam takiego pecha.Walnąłem się w głowe i przeczesałem ręką włosy. Nagle zadzwonił mój telefon , był to Kyle. Odebrałem.
- Hej Liam. Załatwiłem Ci transport. Stoisz jeszcze w tym korku ? - gdy to usłyszałem , czułem jak nadzieja wraca.
- Nie , wyjechałem z niego ,ale gdy ruszyłem .. zabrakło mi paliwa i teraz stoje na jakimś poboczu czekając na cud.
- Cały Liam. A gdzie dokładnie jesteś ?
- Jakieś 5 km dalej.
- Mój wujek zaraz po Ciebie będzie , czekaj. - i rozłączył się. Byłem w niebo wzięty.Minęło 10 minut a biały bus stanął obok mojego auta. Wysiadł z niego dobrze zbudowany facet z brodą , cały wytatułowany ,który mierzył z 80 cm. Podszedł do mnie i powiedział :
- Ty jesteś kolegom Kyle'a ?
- Tak . -odpowiedziałem troche przestraszony.
- I to Ty potrzebujesz transportu aby dowieść tort na przyjecię do restauracji Apetitte ? Mój szwagier jest jej właścicielem - powiedział ponuro.
- Tak . - rzekłem bez namyśleń.
- Wsiadaj , podwioze Cię - po tym uśmiechnął się wesoło. Odwzajemniłem uśmiech . Spakowaliśmy tort do bagażnika busa i ruszyliśmy. Facet pędził jak wyścigówką , z tego też powodu zdążyłem dotrzeć 10 minuty po czasie na miejsce. Kiedy wysiedliśmy , mężczyzna wyciągnął tort i dał mi go.
- Przepraszam ,a co z moim autem ? - spytałem zaniepokojony.
- Spokojnie , moi kumple mają specjalną przyczepę. Zabrali autko ,które bezpiecznie stoi na podwórku twojego przyjaciela Kyle'a. Odbierzesz je sobie. - poklepał mnie po ramieniu i wsiadł do busa. Podbiegłem jeszcze do mężczyzny ,który siedział już w aucie i ostatnie słowo jakie udało mi się wypowiedzieć brzmiało " dziękuje ". Facet tylko uśmiechnął się i odjechał. Pędem wleciałem do restauracji gdzie wszyscy byli zabiegani i nawet nikt nie zwrócił na mnie uwagi.
- Halo ! Pomoże mi ktoś ? - spytałem wykrzykując. Wtem podbiegł do mnie tata i odebrał tort , z którym pobiegł do kuchni. Chwile później podeszła do mnie mama i spytała :
- Dlaczego się spóźniłeś ?
- Długa historia , teraz musimy jechać się przygotować, bo nie zdążymy - powiedziałem zaniepokojony. Wsiedliśmy do samochodu taty i pojechaliśmy do domu. Przygotowania trwały dość długo. Przyjechała siostra mamy już przygotowana z rodziną i Micki'em. Trochę się powygłupialiśmy a o godzinie 15:00 ruszyliśmy na uroczystość.
_______________________________
Jest 2 , mi się wgl. nie podoba. Jakiś taki nudny i bez sensu :/
Komentujcie i polecajcie :)
Dzięki - Jess :D
_______________________________
Jest 2 , mi się wgl. nie podoba. Jakiś taki nudny i bez sensu :/
Komentujcie i polecajcie :)
Dzięki - Jess :D
poniedziałek, 7 maja 2012
Rozdział 1 ~ Przygotowania trwają ~
Muszę przyznać ,że dzisiejszy dzień jest naprawdę wykańczający.Cały czas coś robię. Ledwo dycham , choć właściwie to nie wiem na co narzekam .. w biednych krajach ludzie mają o wiele gorzej i jakoś żyją. Ale dobra , rozwinę to. Jutro jest bardzo ważny dzień w historii mojej rodziny. Pradziadek kończy 90 lat ,więc z tego powodu przygotowujemy dla niego przyjęcie niespodziankę. Zjechała się cała rodzina , ta bliższa i ta dalsza. Wszyscy od rana do wieczora pracują nad przygotowaniami. Ja zajmuje się przypinaniem górnej dekoracji ponieważ chyba jako jedyny nie mam lęku wysokości .Zjechali się moi dalecy kuzyni ,których pamiętam z dzieciństwa. Po tak długim czasie nieobecności jest o czym gadać. Są mniej więcej w moim wieku, młodszych niestety nie znam. W ciągu dzisiejszego dnia było już parę afer, a wszystko nasza wina. Jak to chłopaki musieliśmy trochę powariować i powygłupiać się. Kiedy goniłem Mick'a ten wpadł na stół z talerzami i wszystko się potrzaskało. Za kare musieliśmy sprzątać i jechać po nowe do hurtowni. Cieszyło mnie to bo mogłem się pochwalić moim nowym autkiem , które dostałem od taty na urodziny. Kiedy tak jechaliśmy Mick zapytał mnie :
- Stary , życie Ci nie miłe ?
Spojrzałem na niego ze zdziwieniem .
- O co Ci chodzi ?
- Na liczniku masz już przeszło stówę. Lubie szybkie jazdy no ale weź proszę, to jest publiczna ulica na zabudowanym terenie. Jeszcze gliny nas złapią i po .. Tobie , żeby nie było.
- Eee gadasz. Nic się nie stanie nad wszystkim panuje.
- Uważaj ! - Krzyk Mick'a ożywił mnie , w ostatniej chwili zdążyłem spojrzeć na ulice i wyhamować. Pisk opon zachoczył uwagę przechodnich. Ja i mój kuzyn siedzieliśmy sztywno na miejscach i nic nie mówiliśmy. Byłem przerażony . Przed moimi oczyma ukazała się mała dziewczynka z plecakiem ,z bardzo przestraszoną miną. Gdybym nie wyhamował , to dziecko nie ujrzało by więcej świata na swoje oczy. Przez parę sekund panowała cisza , nie mogłem wydusić z siebie słowa. W końcu głos podniósł mój towarzysz .
- Tak . Widzę jak nad wszystkim panujesz ! Jesteś przeodpowiedzialny i uważny ! - wygłosił sarkastycznie.
Nic na to nie odpowiedziałem tylko wybiegłem z auta. Niestety małej dziewczynki już nie zastałem ,musiała uciec. Przestraszyła się , nic w tym dziwnego. Oparłem się o maskę samochodu i przejechałem ręką po twarzy. Nie darował bym gdyby straciła życie z mojej winy.Uświadomiłem sobie ,że jeszcze dużo mi brakuje do stania się odpowiedzialnym i rozważnym mężczyzną. Jestem smarkaczem i nie dojrzałem do dorosłości. Niby zmężniałem i wyrosłem ,ale w duszy nadal czuje się dzieckiem.
Z moich rozmyśleń wyrwał mnie Mick. Podszedł i oparł się obok mnie.
- Słuchaj , było minęło. Ważne ,że nic się nie stało. Masz nauczkę. Spokojnie , nie wydam Cię przed nikim ale jeżeli dojdzie do podobnej sytuacji .. nie pozostawisz mi wyboru. - powiedział i spojrzał w moją stronę. Uśmiechnąłem się lekko i poklepałem go po ramieniu - Dzięki stary - to jedynie udało mi się odpowiedzieć. Parę minut po tym wsiedliśmy na nowo do auta. Tym razem za kierownicą siedział Mick ,ponieważ ja nie byłem gotowy. Trochę ochłonąłem ale w duszy nadal czułem strach. Po jakimś czasie atmosfera się rozluźniła i zaczęliśmy normalnie gadać. Czas później dojechaliśmy na miejsce. Wzięliśmy to co potrzeba i ruszyliśmy z powrotem do restauracji " Apettite " gdzie trwały przygotowania. Droga upływała spokojnie gdy nagle zadzwonił mój telefon , na wyświetlaczu pisało : " Mama " . Odebrałem.
- Liam , co tak długo ? Już się niecierpliwimy , wszystko w porządku ? - spytała z podejrzeniem .
- Mamo nic się nie stało , jedziemy sobie wesoło . Wszystko ok. Niedługo będziemy na miejscu, przecież nie jesteśmy dziećmi , pff. - odpowiedziałem trochę zmieszany.
- Ach , to dobrze bo już się martwiłam. Jedźcie powoli i ostrożnie .. a właśnie słuchaj , czy po drodze nie moglibyście wstąpić do jakiegoś marketu i po kupić trochę potrzebnych rzeczy ?
- No dobrze , ale co dokładnie .- Mama podała mi listę zakupów a chwile po tym rozłączyła się. Tak jak prosiła wybraliśmy się do Tesco , które było po drodze. Wchodząc do niego wzięliśmy kosze i zaczęliśmy szukać potrzebnych rzeczy po półkach. Kiedy przeglądałem jeden z produktów spożywczych podszedł do mnie Mick i szturchnął lekko . Spojrzałem na niego ze znakiem zapytania na twarzy . Ten nic nie odpowiedział tylko pokazał ręką na dziewczynę stojącą przy półce z odświeżaczami powietrza. Uśmiechnął się zadziornie i przygryzł dolną wargę.
- No dalej . Na co czekasz , idź zagadaj. Zdobądź numer. - Powiedziałem z uśmiechem na twarzy wybierając odpowiedni ser ,który znajdował się na liście.
- Nie wiem co mam powiedzieć. Ładne dziewczyny od zawsze mnie onieśmielały .- odpowiedział drapiąc się przy tym po głowie.
- A co chcesz mówić ? Po prostu bądź sobą, to na pewno będzie wystarczać. - Poklepałem go po ramieniu i lekko popchnąłem w jej stronę. Widząc ,że nie ma sensu na odwrót podszedł do niej bliżej i przywitał się onieśmielony. Minęło parę minut a rozmowa się rozkręciła. Widać było ,że wpadli sobie w oko.
Zerkałem tak na nich aż przypomniałem sobie o mojej sympatii. Jej piękny obraz pojawił mi się przed oczami. Jak ja bardzo chciał bym ją poznać , jak bardzo dowiedzieć się rzeczy na jej temat. Dotknąć pięknych, kręconych włosów .. a nawet zasmakować jej ust.Marzyłem aby kiedyś stała się częścią mnie. By przy każdym poranku leżała obok mnie , wpatrywać się w jej piękne oczy ,móc przytulać i całować bez żadnych konsekwencji .. Myślałem tak jeszcze aż w końcu przyszła mi wena na piosenkę. Zawsze kiedy czuje coś niezwykłego pisze tekst ,który później śpiewam. On wyraża moje uczucia .Przez piosenkę mogę powiedzieć tak wiele , wiele słów ,które określają to co siedzi w moim sercu.
Ani chwili myśląc , wyciągnąłem pogniecioną kartkę z kieszeni oraz prawie wypisany mazak. Skuliłem się przy jednej z półek i zacząłem pisać. Ludzie przechodzący tędy , patrzyli na mnie dziwnie. Jednak ja się nie przejmowałem. Pisałem dalej , aż powstało coś takiego :
" It's not me, It's not you, there's a reasonI'm just trying read the signals I'm receivinIt's like stone on fire, can you feel itI don't know about you girl but I believe it
Words will be just words...
Till you bring them to lifeI'll lift you up, I'll never stopYou know I'll take you to another worldI'll build you up, I'll never stopYou know I'll take you to another worldEveryday, in everywhereI'll lift you up, I'll never stopYou know I'll take you to another worldOne for me, one for youWatch 'chu doing?Girl, the music sounds so goodWhen you're movingLet me take you higherLet me prove it 'cause hey hey pretty girlI believe itWords will be just words...Till you bring them to lifeI'll lift you up, I'll never stopYou know I'll take you to another worldI'll build you up, I'll never stopYou know I'll take you to another world
Everyday, in everywhere
I'll lift you up, I'll never stopYou know I'll take you to another world
Chwile potem włożyłem kartkę z powrotem do kieszeni a piosenkę nuciłem sobie cicho w głowie. Czułem się o wiele lepiej wyrzucając te wszystkie myśli na papier. Wstałem i dokończyłem zakupy . Rozejrzałem się jeszcze dookoła za Mick'iem. Nigdzie go nie było. Wyciągnąłem komórkę i zadzwoniłem do niego.Baby let me find out your secretJust let me in, let me show you that I keep itClose to my heart jump in the deep endJust let me in and let me show you what I'm meaning'I'll lift you up, I'll never stopYou know I'll take you to another worldI'll build you up, I'll never stopYou know I'll take you to another worldEveryday, in everywhere..I'll lift you up, I'll never stopYou know I'll take you to another worldI'll build you up, I'll never stopYou know I'll take you to another worldI'll lift you up, I'll never stop "
- Stoję już przy kasie i czekam na Ciebie - powiedział z entuzjazmem w głosie.
- To dobrze , myślałem ,że poszedłeś sobie z twoją nową koleżanką. Już idę . - odpowiedziałem i rozłączyłem się. Szedłem do kasy gdy nagle wpadłem na kogoś .Produkty rozsypały się po podłodze. Spojrzałem przed siebie i zobaczyłem uroczą dziewczynę. Miała długie kasztanowe włosy ,które lekko się falowały. Jej oczy były brązowe ale niezbyt ciemne. Uśmiechała się do mnie mile.
- Bardzo przepraszam - powiedziała swoim delikatnym głosem.
- Oj , nic nie szkodzi. Każdemu mogło się zdarzyć. - odwzajemniłem uśmiech i pochyliłem się by pozbierać rozsypane produkty.
- Pomogę Ci - powiedziała i zaczęła zbierać razem ze mną. Kiedy skończyliśmy podziękowałem grzecznie dziewczynie. Ona ostatni raz przeprosiła i odeszła. Chwile jeszcze obserwowałem jej każdy ruch . Miałem ochotę się wrócić i zapytać chociaż jak ma na imię , ale odebrało mi odwagę. Odwróciłem się i wszedłem do kolejki z kasą. Gdy już za wszystko zapłaciłem i zapakowałem , wyszedłem na dwór z foliami zakupów. Przy samochodzie stał Mick ze znudzoną miną,.
- Dłużej nie mogłeś ? - spytał i spojrzał na mnie z byka.
- Niestety ale była duża kolejka - powiedziałem i uśmiechnąłem się pod nosem. Zapakowaliśmy torby do bagażnika i ruszyliśmy na wyznaczone miejsce. Przez całą drogę Mick opowiadał mi jaka ta jego Ashley jest cudowna, ja tylko słuchałem i przytakiwałem z uśmiechem , lecz w myślach błagałem aby już skończył bo to mnie powoli nudziło. Rozumiem, poznał nową dziewczynę i jest zachwycony .. ale nie musi się od razu tak chwalić. Po dotarciu weszliśmy do środka restauracji gdzie trwały przygotowania.Przez czas naszej nieobecności , rodzina wystroiła ją naprawdę niesamowicie. Zakupione rzeczy wnieśliśmy do kuchni i pomogliśmy rozpakować. Wszystko trwało do godziny 01:30 w nocy. Po posprzątaniu i ostatnich poprawkach ,wszyscy zebrali się do domów. Jutro czeka na nas ważny dzień ,musimy się wyspać.
Leżąc w łóżku ,rozmyślałem nad dzisiejszym dniem.Nie mogłem zbytnio zasnąć, więc zacząłem sobie nucić nowo napisaną piosenkę. Znowu moje myśli opętała piękna nieznajoma. Przypomniałem sobie również tajemniczą dziewczynę ,na którą natknąłem się dzisiaj. Zastanawiało mnie to dlaczego mi się nie przedstawiła tylko od razu odeszła bez żadnego słowa. Nie wiem co mi się ostatnio dzieje .. ale często moimi myślami za władniają dziewczyny. To może oznaki tego, jak bardzo brakuje mi ich w moim życiu.Po mojej ostatniej nieudanej miłości .. stałem się bardziej wrażliwy. Ech , no cóż.Jeszcze chwilę tak myślałem i odpłynąłem w daleki sen.
________________________
Jest 1 rozdział :)
No tak , jeżeli czytacie to bardzo was proszę , zostawcie coś po sobie. Komentarz naprawdę mnie uszczęśliwi. Chcę zobaczyć czy ktoś to czyta. Szczere opinie .. podoba się ? jakieś zastrzeżenia ? - pisać :D
A i jak się podoba to polecajcie ,dzięki :)
Jess XD
niedziela, 6 maja 2012
Prolog
Siedziałem na widowni ,znajdowało się na niej wiele ludzi. Czułem się jak w innym świecie, jak w moim własnym świecie. To miejsce dawało mi ciszę i spokój , a zarazem zagłuszało różnymi dźwiękami , które charakteryzowały wydarzenia. To co najważniejsze odbywało się na ogromnej scenie ,jako mały chłopiec zawsze chciałem na niej kiedyś stanąć. Wracając do tematu , co wydarzało się na scenie jest nie do opisania. Ludzie tańczyli bardzo energicznie i z przesłaniem dając charakteru przedstawieniu, inni śpiewali chórami przez co miałem gęsią skórkę. W oddali można było dostrzec aktorów, którzy nie zwracając uwagi na rzeczywistość byli zatopieni w swoich rolach i nic ani nikt nie mógł ich od tego odciągnąć. Muzyka była raz ciszej raz głośniej , a jej ton zmieniał się na niższy a później znowu wyższy. Wszystko było bardzo emocjonalne i zabierało wdech w piersiach. Nie można było wyrwać wzroku od oświetlonej na kolorowo sceny. To wszystko tworzyło jedność ... nazywamy ją teatrem.
* * *
Tajemnicza dziewczyna tańczy , moja siostra ładnie rysuje.Chyba każdy posiada jakiś talent. Ja również należę do takich ludzi. Nie chcę się chwalić ale bardzo dobrze śpiewam , nie tyle co uwielbiam ale kocham. Marzę o tym aby kiedyś stanąć na mojej ukochanej scenie i zaśpiewać coś dla publiczności. Właśnie tam , w moim teatrze. Aby kiedyś na plakatach pisało : " Na żywo , tylko dla państwa Liam Payne ze swoim tytułowym utworem. Zapraszamy do obejrzenia ! "
________________________________________
Oto prolog , prosze o szczere opinie .
Pisać dalej ?
Proszę o komentarze , jeżeli czytasz zostaw coś :)
A no i właśnie , jak się podoba polecać !
Dzięki za uwagę - Jess :D
* * *
Już jako pięciolatek uwielbiałem tu przychodzić. Moja mama, która kiedyś sama za młodych czasów występowała jako aktorka ,zabierała mnie . Po każdym spektaklu byłem strasznie zachwycony i pragnąłem jeszcze więcej. Lata szybko minęły aż wyrosłem na prawdziwego mężczyznę .. no może nie do końca. Mam 19 lat ale to nie znaczy ,że czasami nie lubię powariować i zachowywać się jak nieogarnięty dzieciak. Mimo wszystko próbuje stawać się coraz bardziej odpowiedzialny i rozważny. Nie raz mogę to pokazać opiekując się młodszą siostrą .. problem w tym ,że ona nie jest już taka mała, ma 14 lat i nie znosi kiedy jej rozkazuje lub troszczę się o nią.Parę razy .. no dobra. Często zdarzają nam się sprzeczki , a głównie o to z kim się umawia. Kocham Kristin i nie chcę aby jakiś małolat ją zdradził czy zranił - właściwie to to samo. Jestem jej bratem i po prostu boje się aby nie została skrzywdzona, dlatego nie lubię kiedy chodzi na randki - proste. Posiadam również starszego brata. On jedyny z całej rodziny najbardziej mnie rozumie . Z nim mogę pogadać o męskich sprawach , jak auta lub dziewczyny ... dobra ,dobra. Nie będę tego w sobie dusił. Zakochałem się ! Tak właśnie, zakochałem się. A najlepsze jest to ,że .. nie wiem w kim. Trochę dziwne ,ale prawdziwe. Nie wiem czy to do końca możliwe. Chyba jestem przykładem ,że jednak tak. Stało się to właśnie w teatrze. Piękna istota jest tancerką . Ostanio jak byłem z mamą na spektaklu pod tytułem : " Odrodzenie " , ona tam tańczyła , tańczyła na tej wielkiej scenie. Bardzo mnie to zdziwiło ponieważ nigdy wcześniej jej nie widziałem. Była niesamowita, miała brązowe , bujne loki jak sprężynki. Oczy były ciemne .Nie widziałem dokładnie jej twarzy bo siedziałem dość daleko od sceny, lecz to w jaki sposób się ruszała kompletnie mnie zahipnotyzowało. Każdy jej ruch wydobywał się prosto z serca. Nie dość ,że jej ciało tańczyło to dusza też. Można było to dostrzec gołym okiem. Wyróżniała się swoją egzotycznością od reszty dziewcząt. Była naprawdę zniewalająca i do tego kobieca.Po prostu była inna. Kiedy wyszedłem z sali nie mogłem przestać o niej myśleć. Jej obraz siedział mi w głowie a w uszach bębniła piosenka ,do której tańczyła. Serce biło mi szybciej. Nawet teraz kiedy o niej myślę tak jest. Niestety nie mam pojęcia jak ją poznać, jak się czegokolwiek dowiedzieć na jej temat. Już nie mogę doczekać się następnego spektaklu kiedy ją wreszcie zobaczę. Ech , kobiety .
Tajemnicza dziewczyna tańczy , moja siostra ładnie rysuje.Chyba każdy posiada jakiś talent. Ja również należę do takich ludzi. Nie chcę się chwalić ale bardzo dobrze śpiewam , nie tyle co uwielbiam ale kocham. Marzę o tym aby kiedyś stanąć na mojej ukochanej scenie i zaśpiewać coś dla publiczności. Właśnie tam , w moim teatrze. Aby kiedyś na plakatach pisało : " Na żywo , tylko dla państwa Liam Payne ze swoim tytułowym utworem. Zapraszamy do obejrzenia ! "
________________________________________
Oto prolog , prosze o szczere opinie .
Pisać dalej ?
Proszę o komentarze , jeżeli czytasz zostaw coś :)
A no i właśnie , jak się podoba polecać !
Dzięki za uwagę - Jess :D
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)