Po dotarciu na miejsce weszliśmy na sale jako ostatni. Trochę dziwnie się czułem jak wszyscy wbijali w nas wzrok, a ludzi było mnóstwo. Większości nie znałem , widocznie mamy naprawdę wielką rodzinę i do tego wielu znajomych.Na szczęście niczym nie musieliśmy się przejmować ,ponieważ wszystkim zajęli się kelnerzy. Usiedliśmy na swoich miejscach przy stoliku z numerem 6. Było tam strasznie głośno z powodu tego ,że stolik znajdował się obok sceny z nagłośnieniem , na której zespół sprawdzał brzmienie. Rozglądałem się dookoła , większość twarzy była mi znajoma za to reszty wgl. nie kojarzyłem.Wkrótce zaczęło się huczne " Sto lat ". Wszyscy wstaliśmy i z szampanem w ręku śpiewaliśmy najdłużej jak się dało. Strasznie śmiać mi się chciało , bo gdy patrzyłem na Mick'a ,który wysilał się ze swoim głosem , jak emeryt z zatwardzeniem to po prostu myślałem ,że wybuchnę jak szambo cioci Mitchell. Po zaśpiewaniu wypiliśmy zawartość kieliszka i zaczęło się składanie życzeń , nie do końca lubię te czynność ,ponieważ trzeba się całować. W tej chwili najbardziej wspłóczułem dziadkowi. Pamiętam jak na mojej szesnastce , ciotki tak mnie obcałowały ,że przez 2 tygodnie nie potrafiłem zmyć szminki z twarzy .. brr . Kiedy nadeszła pora na mnie nachyliłem się nad nim i uśmiechnąłem się miło. Wtedy dziadek szepnął mi na ucho :
- Liam , nie wiem czy wiesz ale jesteś moim ulubieńcem. Kiedy byłeś mały zawsze chodziliśmy do mojej stajni z koniami i do teatru. Teraz wyrosłeś na prawdziwego mężczyznę , zrobiłeś się przystojniejszy i muszę Ci przyznać ,że masz to po dziadku. - zaśmialiśmy się razem , cały dziadek. Nigdy nie traci poczucia humoru - Obiecaj mi ,że za pare lat : znajdziesz sobie wspaniałą dziewczynę i się z nią ożenisz, będziesz miał gromadkę pięknych dzieci,zaopiekujesz się moimi koniami oraz będziesz śpiewał.Chłopcze , nigdy z tego nie rezygnuj, to Twój największy talent i masz go rozwijać. Wstąp do teatru lub zrób kariere , ale śpiewaj .. śpiewaj do woli.- Po tych słowach puścił mi oczko i poklepał po ramieniu , ja tylko uśmiechnąłem się szeroko i przytuliłem pradziadka. - Obiecuje - powiedziałem i nawet nie zdążyłem złożyć mu życzeń bo ktoś się wepchnął. Chciałem coś powiedzieć , ale zrezygnowałem i ruszyłem z powrotem na miejsce. O prezent na szczęście nie musiałem się martwić, rodzice kupili.
Siędząc tak , rozmyślałem nad tym co powiedział mi pradziadek. W sumie to miał racje , zawsze od małego dziecka kochałem śpiewać.Nawet mam nagranie kiedy jako 3-latek wszedłem na stół, z zabawkowym mikrofonem w ręce i zacząłem śpiewać ulubioną kołysankę ,którą mama nuciła mi zawszę do snu. Marzę o tym i spróbuje spełnić prośbę dziadka, lecz nie wiem czy mi się uda. Życie to życie , nie wiemy czego można się spodziewać lub co nas czeka. Mój los może potoczyć się całkiem inaczej. A tak wgl. to w dzisiejszych czasach trzeba patrzeć już na zarobki , i brać pracę taką jaka wpadnie w ręce, a naprawdę trudno ją znaleźć. Nie mogę bawić się w śpiewanie tylko jakoś się utrzymać. W każdym razie mam jeszcze trochę czasu ... z sekundę na sekundę coraz mniej.
Z rozmyśleń wyrwał mnie Mick , który zachowywał się bardzo dziwnie. Było widać ,że chyba przed kimś się ukrywa.
- Ratuj ! - wykrzyknął i wszedł pod stół. Czasami mam wrażenie jak bym żył w śród samych wariatów. Nic nie odpowiedziałem tylko spojrzałem na niego ironicznie i kiwnąłem ręką.
- To nie są żarty .- powiedział już troche spokojniej i spojrzał na mnie ze wzrokiem po tytułem "to jest bardzo poważna sprawa". Zaśmiałem się na to ,ale gdy zobaczyłem mamę i dalekie ciotki idące w naszą stronę ,zrozumiałem kolesia siedzącego pod stołem.
- Jak Cię dorwą to już nie masz szans. Dzisiaj ich szminki są bardzo krwisto czerwone - powiedział przerażony Mick.
- O nie .. - jedynie to udało mi się wykrztusić. Powoli wstałem z krzesła i czym prędzej zacząłem biegnąć w stronę drzwi .. lecz kiedy byłem w połowie drogi ktoś pociągnął mnie za rękaw. Odwróciłem się. Przed moimi oczami ukazała się kobieta z miną , no nie do końca zadowoloną.
- Liam'ie James'ie Payne , co to ma znaczyć ? Uciekasz przed własną matką ? - parsknęła.
- No coś Ty mamo , pff... - obejrzałem się dookoła - A gdzie ciotki ? - spytałem patrząc na nią niepewnie. Na to pokazała mi palcem w stronę stołu ,pod którym siedział mój kuzynek. Myślałem ,że pęknę. Ciotki go dorwały a on był przez nie otoczony. Zacząłem się śmiać na cały głos.
- Co Cię tak śmieszy ? - spojrzała na mnie ze zdziwieniem. Ucichłem i machnąłem ręką , co oznaczało "nie ważne".Mama jak w naturze ,pokiwała głową i zaraz po tym pociągnęła mnie za ręke. Próbowałem jej się wyrwać lecz nie udało mi się. Spytałem przerażony :
- Gdzie mnie prowadzisz ?
- Musze zapoznać Cię z moimi znajomymi z teatru - słysząc to westchnąłem i przewróciłem oczami. Nie chciało mi się już nic wymyślać ,znudzony poszedłem za nią. Nawet nie zorientowałem się jak rozmawiała z grupką nie znanych mi osób. Po chwili zaczęła wypowiadać moje imię. Ocknąłem się i spojrzałem w jej stronę. Mama przedstawiała mnie jakimś kobietom. Uśmiechnąłem się tylko i podałem im ręke.
- Ale z Ciebie mężczyzna Liamie - odezwała się jedna. Nic na to nie odpowiedziałem lecz ponownie się uśmiechnąłem.
- O tak , rośnie i rośnie. A jeszcze nie dawno był taki mały. Pamiętam jak zawsze przed spaniem przylatywał do mnie i przytulał. Bez tego nie potrafił zasnąć , a kiedy śniły mu się koszmary .. - moja mama powoli zaczynała się rozkręcać ,to był znak ,że natychmiast trzeba jej przerwać.
- Mamo czy mógłbym już iść do chłopaków ? - spytałem z nutką nadziei w głosie.
- O nie , jeszcze nie przedstawiłam Cię dyrektorowi teatru ,mówiąc krócej Marshallowi. Naszemu dobremu znajomemu ,który przybył tu dzisiaj z rodziną. O zobacz , tata już nim rozmawia. Chodź , podejdziemy do nich. - zostałem pociągnięty. Znowu moja wyprasowana marynarka stała się wygnieciona przez mą rodzicielkę , która szarpała nią jak szmatą - przesadzam , ale na dziś mam dość przywitań i tego typu spraw. Chodź może z jednej strony fajnie by było zrobić dobre wrażenie na dyrektorze , w końcu nie ukrywam ,że mam teatr w planach w przyszłości.
Po dotarciu stanęliśmy przed mężczyzną w mniej więcej wieku mojego ojca. Był ubrany w czarną ,elegancką ,firmową marynarkę. Od razu można było poznać ,że jest on człowiekiem większej fuchy. Obok niego stała czarno-włosa kobieta.Jej uroda była bardzo ciemna i egzotyczna. Domyśliłem się ,że to pewnie jego małżonka.Rozmawiał z moim tatą ,który chyba nas nie zauważył. Ich dialog przerwała mama i oznajmiła ,że chciałaby by zapoznać go ze mną i Kristin ,której nie było. Rodzicielka również to zauważyła i czym prędzej kazała mi ją przyprowadzić. Przejechałem oczami i poszedłem jej szukać. Zadanie to nie było łatwe z powodu tego ,że w pomieszczeniu znajdowało się mnóstwo ludzi. Wyszedłem na dwór i to co zobaczyłem o mało nie wyprowadziło mnie z równowagi. Moja siostra jak by nigdy nic całowała się z tym całym Erickiem ,który już wcześniej wydawał mi się strasznie podejrzany. Nie patrząc na nic podszedłem do nich i momentalnie oderwałem go od Kristin. Dziewczyna widząc to zaczęła na mnie krzyczeć jak bym zrobił jej coś złego. Nie reagowałem na to tylko szarpnąłem chłopaka za szmaty i powiedziałem :
- Jak jeszcze raz spróbujesz się do niej zbliżyć to gorzko tego pożałujesz. A teraz zejdź mi z oczu - i popchnąłem go z taką siłą ,że o mało się nie wywalił. Odwróciłem się i kiedy myślałem ,że już odszedł ,rzucił się na mnie i z całej pięści przywalił mi w twarz. Momentalnie poczułem jak krew spływa z mojego nosa. Nie dałem za wygraną i kiedy kolejny raz miałem się odegrać podbiegła do mnie nieznajoma dziewczyna i powiedziała żebym odpuścił. Rozejrzałem się dookoła i zorientowałem ,że Ericka i Kristin nie ma. Miałem ochotę pobiegnąć i ich znaleźć oraz kolejny raz w trzepać gnojkowi ale się powstrzymałem z powodu ran jakich doznałem i zawrotów głowy.Spojrzałem przed siebie i dostrzegłem drobną sylwetkę dziewczyny. Zbyt dobrze nie widziałem jej rysów twarzy ,ponieważ na dworze panował mrok. Mówiła coś do mnie lecz nie do końca rozumiałem a to za sprawą muzyki ,która dobiegała z sali. Złapała mnie za ręke i pociągnęła w stronę łazienki. Kiedy byliśmy na miejscu mogłem zobaczyć jej dokładny wygląd, okazało się ,że to ta sama dziewczyna ,na którą wpadłem w Tesco. Przez chwilę przyglądałem jej się bardzo uważnie. Miała na sobie dopasowaną ,turkusową sukienkę ,która świetnie podkreślała jej karnację i smukłą sylwetkę. Jej kasztanowe włosy nie były już falowane lecz proste, a rzęsy lekko muśnięte czarnym tuszem. Wyglądała naprawdę zniewalająco. Po chwili ocknąłem się i spojrzałem na jej niezrozumiały wyraz twarzy.
- Nic Ci nie jest ? - usłyszałem jej delikatny szept.
- Poza krwawiącym nosem i bólem głowy jest ok. - powiedziałem dość obojętnie.
- Co Ci przyszło do głowy żeby bić się z jakimś kolesiem ? - spytała z nutką oburzenia w głosie. Nic nie odpowiedziałem tylko troche zadziornie spytałem :
- Czy my się przypadkiem gdzieś nie spotkali ? - dziewczyna nic nie odpowiedziała tylko lekko uśmiechnęła pod nosem. Z torebki wyciągnęła apteczkę i kazała mi usiąść na umywalce. Zrobiłem to a ona zaczęła mnie opatrywać.
- Liam jestem , a Ty ? - spojrzałem na nią z ciekawością.
- Elenaor - odpowiedziała bez żadnych emocji.
- Fajne imię - wydusiłem niewyraźnie.
- Ta - powiedziała cicho pod nosem. Chwile po tym między nami trwała niezręczna cisza. Nie czułem się zbyt dobrze i do tego wyglądałem jakbym wyszedł z ringu. Moja biała koszula miała czerwone plamy od krwi a marynarka częściową podarta. Bałem się wyjść tak na sale , a najbardziej przerażało mnie to co powie mama - mam 19 lat ale to nie znaczy ,że nie przeraża mnie własna matka. W pewnej chwili wydusiłem z siebie pytanie ,które męczyło mnie od samego wejścia do tej łazienki :
- Dlaczego mi pomagasz ? W sensie .. wcale nie musiałaś mnie opatrywać. - spojrzałem na nią z wielkim znakiem zapytania na twarzy. Ona tylko się uśmiechnęła , spojrzała głęboko w oczy po czym rzekła :
- Gdybyś tylko wiedział na pewno Twoje życie wyglądało by inaczej. - kiedy odeszła nadal układałem sobie jej słowa po kolei w głowie. Nie mogłem uwierzyć w to co właśnie usłyszałem. Chciałem dowiedzieć się o co tak naprawdę chodziło ,ale kiedy wybiegłem z łazienki po Elenaor nie było ani śladu. Usiadłem na jednym z krzeseł i rozmyślałem. To jedno dziwne zdanie chodziło po mojej głowie, nie dawało mi spokoju. Poczułem jak w mojej kieszeni wibruje telefon , sprawdziłem kto może się dobijać - Mama. O nie ,tylko nie to. Jak zobaczy mnie w takim stanie chyba zemdleje, a tego byśmy nie chcieli. Odebrałem nie pewnie , tak jak się spodziewałem .. z mojej komórki wydobywały się krzyki oburzenia rodzicielki.Próbowałem się tłumaczyć .. ale coś nie wychodziło, w końcu poddałem się i powiedziałem prawdę ,że Kristin zwiała z jakimś chłopakiem a przed tym wydarzeniem doszło do bójki. Z głosu mamy można było rozpoznać ,że jest zdenerwowana. Po chwili ustaliłem ,że spotkamy się na dworze przy drzwiach wejściowych bo na sali jest zbyt głośno. Rozłączyłem się i wybiegłem z restauracji , na zewnątrz stała już mama. Zaczęła krzyczeć na mnie ,że jestem nie odpowiedzialny i nie rozsądny. Próbowałem się bronić i jak to mam w zwyczaju pyskowałem. Naszą kłótnię przerwał tata :
- Możecie się uspokoić ,dlaczego nie jesteście na sali i gdzie podziewa się Kristin ? Kiedy chcę się do niej do dzownić ,nie obiera. - to ostatnie zdanie bardzo mnie zaniepokoiło , w głowie miałem tylko najgorsze ..
Minęło parę minut kiedy sytuacja troche się opanowała i uspokoiła. Postanowiliśmy nie panikować lecz poczekać na jakie kolwiek znaki od Kristin. Moje przeczucia w każdym razie ,nie były najlepsze. Bałem się i to cholernie ,że coś może jej się stać. Częściowo czułem się winny , bo właściwie to trochę moja wina. Nie po winieniem dać im odejść .. mogłem od razu biec ich szukać ... cholera , to powoli zaczyna robić się chore.
________________________________
No to w końcu po baaaaaaaaaaaardzo długim czasie ( za co bardzo was przepraszam ) jest 3. Strasznie długo się nad nim męczyłam. Prawie codziennie próbowałam coś napisać ale naprawdę weny mi brakowało, jeszcze na dodatek mnóstwo nauki itp. Naprawdę jeszcze raz przepraszam i obiecuje ,że 4 postaram się dodać szybciej. Dziękuje za mnóstwo wejść. Mam nadzieję ,że się spodoba. Prosze o komentarze ,które są dla mnie baardzo ważne :) To na tyle - Jess :D
Podoba mi się. Czekam na kolejny :)
OdpowiedzUsuńW wolnej chwili zapraszam do mnie : http://lifechangeseveryminute.blogspot.com/ :)
extra to jest, jak masz czas to wbij www.winged-love.blogspot.com
OdpowiedzUsuń