Wyświetlenia :

wtorek, 8 maja 2012

Rozdział 2 ~ Pechowy dzień ~

                       Spałem sobie bardzo smacznie ,kiedy nagle dźwięk budzika obudził mnie .. z czego do końca nie byłem zadowolony. Waliłem w go parę razy aż się uspokoił.Podniosłem głowę z poduszki i walnąłem w nią o belkę ,która znajdowała się tuż nad moim łóżkiem, zapomniałem .. bolało.Pomasowałem poszkodowane miejsce głowy i spojrzałem na godzinę. Okazało się ,że wspaniały budzik wywlókł mnie z łóżka dwie godziny wcześniej niż planowałem. Mianowicie o 06:10. Jęknąłem cicho z niezadowolenia po czym położyłem się z powrotem z nadzieją ponownego zaśnięcia. No cóż .. moje przypuszczenia się sprawdziły, nie ma szans na to ,że kimnę. Nagle moje myśli zakłócił brzuch, który domagał się jedzenia. Fakt ,chętnie bym coś zjadł ... tylko ,że nie chcę mi się wstawać - chyba napisze o tym piosenkę.Nic , leżałem dalej. Myślałem sobie co by to było gdyby po świecie chodziły gadające ciastka, kurde wtedy nigdy nie był bym głodny. Brzuch nie dawał za wygraną .. niestety ale przegrałem, wstałem i podążyłem w stronę kuchni , bardzo leniwie. Wszyscy jeszcze smacznie spali ,dlatego w domu trwała nieustanna cisza .. dopóki nie wpadłem na pudło ,które znajdowało się na środku korytarza. Coś w nim trzasnęło . Wstałem i ogarnąłem się , trochę mnie zaniepokoił ten trzask . Szturchnąłem nim lekko. Nie było dobrze , możliwe ,że jego zawartość doznała obrażeń. Jak by nigdy nic , powoli nogą odsunąłem je za kanapę gdzie nikt go nie zauważy , mam nadzieję. Wahając się , odszedłem kilka kroków dalej oglądając się za sobą z obawą kolejnego wypadku. Machnąłem grzywą i poszedłem do mojego głównego celu , czyli kuchni. Z szafki wyjąłem paczkę zawartą w płatkach zbożowych. Wsypałem je do miski i zalałem dzień przeterminowanym mlekiem, przecież nic mi nie będzie. Jadłem sobie w spokoju , gdy nagle weszła mama z dość nieciekawą miną. Spojrzała na mnie ze zdziwieniem.
- Co Ty tu tak wcześniej robisz ? 
- Jem  - odpowiedziałem bez namysłu i dalej spożywałem przygotowany przeze mnie posiłek. Mama tylko pokiwała głową i zaczęła parzyć kawę.
- Czy może wiesz z kąt domagał się ten hałas ? - zapytała .O kurde , to musiało być naprawdę głośne. Podrapałem się po głowię i palnąłem :
- O czym Ty mówisz ? Jaki hałas ? - Podszedłem do zlewozmywaku i włożyłem brudne  naczynia .Zaraz po tym dodałem :
- Lepiej idź sobie zbadać słuch  - Poklepałem ją po ramieniu. Ona tylko lekko się skrzywiła i zaczęła masować swoje ucho. Poszedłem na górę i wypuściłem powietrze z ust. Uf , o mały włos. Wszedłem do pokoju i podniosłem zasłony z okien. Promienie słońca rozświetliły pomieszczenie. Ociągnąłem się ostatni raz i wyciągnąłem z szafy szare spodnie dresowe oraz biały T-shirt. Ubrałem się i chwyciłem za telefon gdzie znajdował się sms od przyjaciela Kyle'a [czyt. Kajla], który brzmiał : " Nie mam transportu  a Ty nowe autko , więc czy mógł byś mnie podwieźć do centrum handlowego , dziś jest premiera mojej ukochanej gry. Wiesz ,że musze ją mieć ..  liczę na ciebie :D ". Tak ,tak. Jak ja coś potrzebuje to nie ma , ale jak on coś chce to Liam jest najlepszy. Wiadomo , no ale co się nie robi dla przyjaciół.Odpisałem znane wszystkim " spoko ". Założyłem bluzę i zabrałem kluczyki leżące na komodzie. Zszedłem na dół i zacząłem poszukiwania moich czerwonych trampków. Jeden leżał pod schodami a po drugim śladu nie było. Nachyliłem się pod kanapą by sprawdzić czy tam go nie ma , nagle poczułem jak ktoś szturchnął mnie w ramię. Chcąc zobaczyć kto to  , podniosłem głowę i kolejny raz przywaliłem nią   o dół kanapy. Syknąłem z bólu. Wstałem , lecz bardziej ostrożnie i spojrzałem na mamę stojącą przede mną. W prawej ręce trzymała mojego lewego trampka. Uśmiechnąłem się krzywo i masując obolały punkt odebrałem buta. Mama pokręciła głową , jak to ma w zwyczaju i powiedziała :
- Właśnie przed chwilą dzwonili do mnie z cukierni z wiadomością ,że tort na przyjęcie gotowy jest do odbioru. Synku powierzam Ci to zadanie , proszę przywieź go bezpiecznie na salę około godziny 08:40. Tylko pamiętaj, nie spóźni się. - pogroziła palcem i podniosła do góry brwi. Ja tylko przytaknąłem głową i założyłem buta na nogę. Wyszedłem na dwór i wsiadłem do auta. Spojrzałem na zegarek, była dokładnie 07:12. Musze zmieścić się w czasie i dowieść tort bo inaczej zgon. Ruszyłem , pierwsze co zrobiłem to podjechałem pod dom mojego przyjaciela. Zatrąbiłem pare razy a z budynku jak z petardy wyleciał Kyle. Wsiadł pędem do samochodu i powiedział dość nie wyraźnie " cześć " , nic nie odpowiedziałem tylko ruszyłem w stronę cukierni. Wtedy mój towarzysz odezwał się :
- Przecież do  centrum handlowego jedzie się w drugą stronę .- spojrzałem na niego i przejechałem oczami .
- Wiem , ale muszę odebrać z cukierni tort na urodziny pradziadka i czym prędzej zawieźć go do restauracji gdzie się odbędą. Jadę tam jak najszybciej ponieważ nie chce nic spieprzyć ,chociaż raz. - ostatni wers mruknąłem pod nosem.
- Haha , powiedzmy ,że Ci się uda - Kyle odpowiedział z sarkazmem. Ja spojrzałem na niego piorunującym wzrokiem.
- Pamiętaj kto Cię teraz podwozi do centrum handlowego, byś kupił sobie jakąś durną grę .- odpowiedziałem również z sarkazmem. 
- Durną , fajnie. Jestem ciekawy dlaczego tydzień temu grałeś w pierwszą część i jakoś bardzo się zachwyciłeś ,że nawet odciągnąć Cię od niej nie mogłem. - powiedział. Zrobiło mi się głupio ponieważ to była prawda , zajarała mnie.
- Jak  nie chcesz wysiąść to lepiej się nie odzywaj. - jedyne co udało mi się wymyślić. Przyjaciel otwierał już buzię lecz zrezygnował i oparł głowę o szybę. W samochodzie trwała dość długa cisza ,dopóki Kyle'emu nie przyszedł sms. Wybuchliśmy nie opanowanym śmiechem , ponieważ jako dzwonek miał ustawione pierdzenie. Chwile po tym byliśmy cali czerwoni. Towarzysz wyciągnął ręke w moim kierunku co znaczyło ,że chce przybić żółwika. Przybiłem i zaśmiałem się pod nosem.
- Zgadnij kto napisał ? - spytał mnie. Patrząc nadal przed siebie ,odpowiedziałem :
- Nie mam pojęcia , kto ? - wzdrygnąłem ramionami. 
- Erick , nadal prosi o numer telefonu twojej siostry ,dać mu ? - spojrzał na mnie z obojętną miną. Gdy usłyszałem to , w środku mnie zaczęło się gotować.Odpowiedziałem stanowczo :
- Nie , niech ten dupek  odwali się od Kristin i poszuka dziewczyny w mniej więcej swoim wieku. 
- Nie spinaj się tak , przecież nic by jej nie zrobił. Znając ją chętnie by się z nim umówiła. 
- Nie. - przez to słowo , dałem mojemu koledze do zrozumienie ,że nie przekona mnie aby młoda umówiła się z Erickiem. On tylko pokręcił głową i zaczął wystukiwać coś w komórce. Po dojechaniu do cukierni Kyle pomógł mi wnieść tort do bagażnika.Był wielki , a wyglądał bardzo smakowicie. Moją misją było aby bezpiecznie dotarł na miejsce. Zapłaciłem i ponownie wsiedliśmy do samochodu. Kiedy tak jechaliśmy włączyłem radio. Akurat leciało The Wanted - Glad You Came. Słysząc to razem z przyjacielem zaczęliśmy wymachiwać rękami . Troche nas poniosło i wywijaliśmy ciałem jak tylko się dało oraz śpiewaliśmy .. no może nie do końca był to śpiew ..   na całe auto. W pewnej chwili stanęliśmy na czerwonych światłach. Nie jest to nic ciekawego. Staliśmy tak bardzo długo ,aż zacząłem się niepokoić. Miałem zawieźć Kyle'a do centrum oraz dotrzeć z  tortem do restauracji , do tego szybko wrócić do domu i uszykować się na przyjęcie. Zerknąłem na zegarek - widniała 08:05 ,czasu coraz mniej a my stoimy w korku. Na drodze zrobił się wielki hałas ponieważ wszyscy kierowcy zaczęli trąbić , ja również się do nich przyłączyłem. Nagle zaczęli wychodzić z samochodów. Podążając ich śladami, wysiadłem. Przyjechała policja i z megafonów wybrzmiało coś w stylu ,że pewien kierowca miał wypadek i drogi chwilowo są zamknięte aby straż mogła uporządkować straty. No to koniec. W życiu nie uda mi się dostarczyć tortu. Kyle oznajmił mi ,że sam dotrze do centrum handlowego, ponieważ jest nie daleko a mi załatwi jakiś transport. Ta jasne , bo już mu się uda. Załamany usiadłem na miejscu kierowcy i oparłem głowę o siedzenie. Spojrzałem na komórkę , która wskazywała godzinę 08:15. Do restauracji zostało mi jeszcze troche drogi, nie wierze ,że zdążę. Minęło 5 minut i okazało się ,że drogi ponownie zostały otwarte. Ucieszyłem się niesamowicie. Zapaliłem gaz i powoli ruszyłem , bo na drodze znajdował się wielki chaos. Zostało mi pare minut ,muszę zdążyć. Zaraz później znalazłem się już na głównej drodze ,która prowadziła do celu. Jechałem bardzo szybko, choć pamiętałem o wczorajszej sytuacji. W pewnym momencie coś zaczęło piszcześć. Sprawdziłem dokładnie co to może być , wyszło na to ,że kończy mi się paliwo. O tak Payne , teraz masz nauczkę ,że kiedy tata Cię prosi abyś zatankował trzeba go słuchać a nie " później ". Nie było szans na to abym zdołał dojechać na miejsce z taką ilością paliwa. Załamany zjechałem na pobocze. OMG , dlaczego ja mam takiego pecha.Walnąłem się w głowe i przeczesałem ręką włosy. Nagle zadzwonił mój telefon , był to Kyle. Odebrałem. 
- Hej Liam. Załatwiłem Ci transport. Stoisz jeszcze w tym korku ? - gdy to usłyszałem , czułem jak nadzieja wraca.
- Nie , wyjechałem z niego ,ale gdy ruszyłem .. zabrakło mi paliwa i teraz stoje na jakimś poboczu czekając na cud.
- Cały Liam. A gdzie dokładnie jesteś ? 
- Jakieś 5 km dalej.
- Mój wujek zaraz po Ciebie będzie , czekaj. - i rozłączył się. Byłem w niebo wzięty.Minęło 10 minut a biały bus stanął obok mojego auta. Wysiadł z niego dobrze zbudowany facet z brodą , cały wytatułowany ,który mierzył z 80 cm. Podszedł do mnie i powiedział :
- Ty jesteś kolegom Kyle'a ?
- Tak . -odpowiedziałem troche przestraszony.
- I to Ty potrzebujesz transportu aby dowieść tort na przyjecię do restauracji Apetitte ? Mój szwagier jest jej właścicielem - powiedział ponuro.
- Tak . - rzekłem bez namyśleń.
- Wsiadaj , podwioze Cię - po tym uśmiechnął się wesoło. Odwzajemniłem uśmiech . Spakowaliśmy tort do bagażnika busa i ruszyliśmy. Facet pędził jak wyścigówką , z tego też powodu zdążyłem dotrzeć 10 minuty po czasie na miejsce. Kiedy wysiedliśmy , mężczyzna wyciągnął tort i dał mi go.
- Przepraszam ,a co z moim autem ? - spytałem zaniepokojony.
- Spokojnie , moi kumple mają specjalną przyczepę. Zabrali autko ,które bezpiecznie stoi na podwórku twojego przyjaciela Kyle'a. Odbierzesz je sobie. - poklepał mnie po ramieniu i wsiadł do busa. Podbiegłem jeszcze do mężczyzny ,który siedział już w aucie i ostatnie słowo jakie udało mi się wypowiedzieć brzmiało " dziękuje ". Facet tylko uśmiechnął się i odjechał. Pędem wleciałem do restauracji gdzie wszyscy byli zabiegani i nawet nikt nie zwrócił na mnie uwagi. 
- Halo ! Pomoże mi ktoś ? - spytałem wykrzykując. Wtem podbiegł do mnie tata i odebrał tort , z którym pobiegł do kuchni. Chwile później podeszła do mnie mama i spytała :
- Dlaczego się spóźniłeś ? 
- Długa historia , teraz musimy jechać się przygotować, bo nie zdążymy  - powiedziałem zaniepokojony. Wsiedliśmy do samochodu taty i pojechaliśmy do domu. Przygotowania trwały dość długo. Przyjechała siostra mamy już przygotowana z rodziną i Micki'em. Trochę się powygłupialiśmy a o godzinie 15:00 ruszyliśmy na uroczystość. 


_______________________________
Jest 2 , mi się wgl. nie podoba. Jakiś taki nudny i bez sensu :/
Komentujcie i polecajcie :) 
Dzięki - Jess :D

3 komentarze:

  1. Dzisiaj zajrzałaś na mojego bloga. Bardzo dziękuję za komentarz. Dziękuję , że mnie wspierasz. A propo postów... wiem , że krótkie , ale przynajmniej często<3. Teraz co do twojego opowiadania. Wciągnęło mnie bardzo. Po raz pierwszy spotykam się z czymś takim, że piszesz w imieniu chłopaka z 1D<3 Będę tu często zaglądała.
    Pozdrawiam Liriwiki z http://1d-lovestory-liriwiki.blogspot.com/
    Zapraszam do mnie jeśli chcesz :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dobrze Ci idzie. Zapraszam do siebie www.my-life-it-my-story.blogspot.com Jeśli już zajrzysz proszę pozostaw swoją opinię. Chcę poznać wasze zdanie na temat mojego pisania. Co wam się podoba, a do czego macie zastrzeżenia. :)

    OdpowiedzUsuń

Prosze o opinie , szczerą :)

Obserwatorzy